Uświątecznianie  codzienności

Rozmowa z Haliną Kuropatnicką – Salamon – niewidomą poetką, pisarką,
którą gościliśmy u Westerplatczyków
17 marca 2010 r.

Halina Kuropatnicka-Slomon
Beata Dąbrowska: - Jakie były początki Pani drogi twórczej? Jak to wszystko się zaczęło, że zainteresowała Panią literatura - nie tylko jej czytanie, ale również tworzenie?

Halina Kuropatnicka – Salamon: - U nas w domu dużo się głośno czytało - był taki zwyczaj, ja się przysłuchiwałam... „Pan Tadeusz”, „Ogniem i mieczem”, także bajki dla dzieci. No i sama grawitowałam do poznawania czegoś nowego, czegoś, co współgrało z moimi wyobrażeniami, fantazjami dziecięcymi. Wieczorami opowiadałam zabawkom swoje przeżycia dnia i pamiętam, że to była rymowanka. Z czasem tak to poszło, że miałam zaszczyt być wydrukowana w czasopiśmie dla dzieci.. Był to wierszyk „Piosenka”. Pamiętam tylko tytuł. To były z pewnością jeszcze bardzo „koślawe” wierszyki, ale z czasem... Wszyscy wiemy, że nie dzieje się to łatwo ani dobrze od razu. Trochę trzeba popracować, aby wypracować sobie ścieżkę.

Jakub Olejnik: - Kiedy Pani zrozumiała, że to jest jednak to, co chce Pani robić w życiu?

H. K.–S: - Bardzo wcześnie wiedziałam, że chcę się zająć belfrowaniem. I to była moja pasja. Miałam duże szczęście, bo w życiu zawodowo robiłam to, co chciałam. Nie zawsze tak się dzieje. I może właśnie dlatego, że nauczycielstwo, to i pisywanie. Bo jednak są to dziedziny harmonizujące. Nauczyciel musi tyle spełnić i tyle umieć, tylu rzeczom podołać, że i pisywanie pomaga się samorealizować. Wcześniej, oczywiście, to było publikowanie. Dopiero znalazłszy się poza regularną pracą zawodową, mogłam sobie pozwolić na bywanie w szkole, czy w domu kultury.

B.D: - Skąd czerpie Pani inspiracje do pisania swych utworów. Może sprzyja temu obserwacja rzeczywistości?

H. K.-S.: - Przede wszystkim z przeżyć zwykłych… Fascynują mnie realia, pewnie nie tak to odtwarzam, jak bym nieraz sobie wyobrażała. Niemniej jednak to wydaje mi się najbogatsza sfera, z której można czerpać, w której się można odzwierciedlić.

B. D.: - Krótkie formy prozatorskie zebrane w tomie pt.: „W drodze” to wiele poruszających historii. Czy wydarzyły się naprawdę?

H. K.–S: - Chociaż początkowo tom miał być zatytułowany „Zasłyszane w drodze”. Owszem, to wszystko było prawdziwe. Podobne historie inspirowane codziennością znajdziemy w tomikach: „W świetle zielonej gwiazdki” i w „Dziewięciu spotkaniach”. To było tak - w tramwaju, na ławce, gdzieś indziej zasłyszane.

B. D.: - A kto jest pierwszym czytelnikiem i recenzentem Pani utworów?

H. K.–S: - Ja zawsze krępuję się powiedzieć komuś prywatnie: słuchaj, napisałam to czy to. Zawsze tak było. Kiedyś łatwiej było otworzyć się przed redakcją, po prostu mam to i to do zaoferowania, proszę, czy uzna redakcja za stosowne? Ponadto miewamy spotkania autorskie koleżeńskie we własnym gronie, na których można pewne kwestie pisarskie przegadać.

B. D.: - Który z wydanych dotąd tomików, utworów jest dla Pani osobiście najważniejszy, najcenniejszy, najbliższy sercu?

H. K.–S: - Trudno to orzec... Chyba szczególnie lubię moje, ze względu na celowość ich zaistnienia, „Co nowego w starych bajkach”, w których zwarłam trochę śladów odciśniętych po starych bajkach. Losy ukochanych bohaterów: Śnieżka, Kopciuszek, Śpiąca Królewna. Dzieciaki bardzo żywiołowo reagują, słysząc te historie, [ w czasie spotkań autorskich - B.D.].

B. D.: - Zwłaszcza, gdy napotykają znajome miejsca akcji – Wrocław?!

H. K.–S: - No tak, Wrocław też tam jest.

B. D.: - W jakim stopniu wykształcenie wpłynęło na Pani twórczość?

H. K.–S: - Ukończyłam pedagogikę ogólną z psychologią. Zawsze intrygowała mnie filologia polska, jednak stwierdziłam, że będzie ze mnie lepszy podawca wiedzy. To wszystko pomagało mi, ale filologia była pogłębieniem moich umiejętności. Ogładzenie rzemieślnicze to mi dał mój zawód.

B. D.: - Który z poetów - dawnych, współczesnych- jest dla Pani mistrzem słowa, autorytetem?

H. K.–S: - To jest najniewdzięczniejsze w poecie, że zmienia te miłości. Gdyby nie zmieniał, byłoby chyba niedobrze. Był czas mego rozkochania w Leśmianie. Oczywiście, że wyrosłam na Mickiewiczu, Słowackim, Jasnorzewskiej, ale ciągle bardzo, bardzo myślę z oddaniem i serdecznie o Różewiczu. To był pierwszy jego tomik „Niepokój”, pierwszy jego tomik w moich rękach. Myślę o Różewiczu bardziej jako poecie niż dramaturgu. Zresztą miałam zaszczyt być przez niego w pewnym momencie zachęcona do pisania. Ale nie tylko dlatego, on po prostu mnie, zwłaszcza tym tomikiem „Niepokój”, olśnił. I tak to poszło. Naturalnie był też Przyboś. To już jak się rośnie i dojrzewa, i poznaje swoje fascynacje Tuwimem, Gałczyńskim, i przez to się przechodzi.

B. D.: - Proszę powiedzieć, jak długo powstaje wiersz (od pomysłu do realizacji)?

H. K.–S: - Nie ma recepty, na pewno, ale pamiętam, że przez rok krótki po moim pobycie w Sarajewie na kongresie wiersz męczył mnie. Nie wiedziałam, że to wiersz. Wiedziałam, że coś w mnie się odzywa strunami, kiedy się otwiera blade oczy. I też wtedy człowiek się zastanawia, mój Boże, dlaczego tak długo o tym myślę?.

B. D.: - Czym zatem jest poezja? Czy ma Pani taką swoją definicję poezji?

H. K.–S: - Dla mnie to jest nadanie odświętności dniowi powszedniemu. Przede wszystkim. Bo w tym dniu to i chleb, i ziemniaki,które trzeba obrać, i te kwiaty przyniesione do domu czy otrzymane, wysypanie śmieci, odezwanie się do człowieka dobrego i wytrzymanie niekoniecznie takiego. Jeżeli to się uświąteczni, to maszeruje się trochę częściej poprzez blask.

B. D.: - W czasie spotkania z młodzieżą, wspomniała Pani o Esperanto. Dlaczego nauczyła się Pani tego języka?

H. K.–S: - Braterstwo, równość, fascynacja, że prosty, że ja go rozumiem, czytam. (Byłam samoukiem). Poza tym życiorys Zamenhoffa, taki piękny, np. [autorstwa – B.D.] Ziółkowskiej „Chłopiec spod zielonej gwiazdy”. Esperanto to furtka do lepszej rzeczywistości.

B. D.: - Skąd czerpać tyle optymizmu, siły do pokonywania własnych ograniczeń, by jeszcze innych ubogacać słowem, dzielić się radością?

H. K.–S: - Wie Pani, kiedyś słyszałam (lubię bardzo twórczość kabaretową), jak powiadał Łazuka, że kobieta to taki sam mężczyzna jak każdy inny, tylko dużo silniejszy. No, może i to... Kiedy musimy czegoś dokonać, a nie bardzo zastanawiamy się, jak to zrobić, tylko mamy świadomość, że trzeba, no to się w nas dzieje. Pokonujemy siebie, wkomponujemy się w swoje realia i jakoś to się da tak zrobić... A jeśli uda się ubogacić innych, tym więcej szczęścia. Nawet jeśli to jest jedna linia, jeden wiersz, które ktoś sobie weźmie, to przecież jest ogromne osiągnięcie. I czasem miałam takie uszczęśliwienie: czytam czyjąś pracę dyplomową, ktoś powołał się ma moje słowa.

J. O.: - Czy miała Pani jakieś chwile zwątpienia w to, co robi?

H. K.–S: - Pewnie!!! Na przykład było to w Gdańsku i wybuchnął człowiek: Po co mi takie wiersze, z których ja wszystko rozumiem?! Zabrał swoje klamory i poszedł. Ale potem podeszła do mnie młodzież, dziewczyna z chłopakiem, powiedzieli: Proszę pamiętać, że te kwiaty są od młodych i że my nie potrzebujemy poezji z kluczem. I może dlatego mnie to tak umocniło, bo ja sama jestem przeciw poezji z kluczem. Właściwie po co mi taki wiersz, w którym muszę medytować: co on chciał powiedzieć, dlaczego? Najstraszniejsze pytanie szkolne: co poeta miał na myśli. Nie chcę przez to powiedzieć, że jeśli ktoś tworzy z kluczem, to bzdety, nudne. Nie. Jeśli go to uszczęśliwia… Tylko musi pamiętać, zastanawiać się, czy też uszczęśliwia innych, bo to ostatnie jest wszak ważniejsze.

B. D.: - Jeden z bohaterów opowiadania „W drodze” rozważa kwestię filozoficzną: Życie jest, czy bywa wspaniałe?... Jakie są Pani przemyślenia na ten temat?

H. K.–S: - Póki żyjemy i rozumiemy wartość życia, moglibyśmy zaryzykować, że ono po prostu jest, ale przecież przychodzą momenty zwątpień i określonego ciężaru, wtedy trzeba pogodzić się z faktem, że bywa, ale… jeśli się podźwigniemy... No to jest ta przewrotność wiersza i filozofii też... Myślę, że trzeba powiedzieć sobie: jest. Bo jeśli nie ma mnie, to jestem poza życiem i wtedy jego wspaniałość nie ma dla mnie znaczenia...

B. D.: - Dziękujemy za rozmowę i życzymy wielu dalszych sukcesów.

Rozmawiali:

Beata Dąbrowska i Jakub Olejnik

Z ŻYCIA SZKOŁY STRONA GŁÓWNA