Pojezierze bałtyckie to obszar polodowcowy na południowym wybrzeżu Morza Bałtyckiego. Turyści przyjeżdżają tu głównie latem, ale to właśnie jesienią można tutaj wspaniale spędzić czas. Nad Morzem Bałtyckim każdy znajdzie coś dla siebie, zwłaszcza, jeśli
prawdziwy relaks przynosi nam cisza i spokój…
Od bardzo dawna w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Strzelinie istniała tradycja wyjazdów na Westerplatte – szkoła nosi bowiem imię Bohaterów Westerplatte. W br. tj. 2007 z inicjatywy dyrektora szkoły zorganizowano tradycyjną wycieczkę dla trzydziestu najlepszych uczniów w szkole na Pojezierze Bałtyckie.
Wyprawa rozpoczęła się 25.09.2007 roku w Strzelinie. Naszymi opiekunami byli: Dyrektor szkoły – Pan Robert Kozuń, Wicedyrektor szkoły – Pani Elżbieta Zielińska, Pan Jan Zawada i Pan Jacek Pluta. Wszystkich nas czekała długa podróż. Do pensjonatu w Chłapowie, w którym mieliśmy mieć nocleg, dotarliśmy w środku nocy. Musieliśmy się porządnie wyspać, bo plan wycieczki na wszystkie dni, był bardzo napięty.
Pierwszego ranka pobytu nad Bałtykiem urządziliśmy sobie spacer brzegiem morza. Było pochmurno, ale ciepło i nie padało, więc humory nam dopisywały. Niektórzy z nas po raz pierwszy widzieli morze. Byli nim zachwyceni. Szliśmy z Chłapowa na Przylądek Rozewie, znajdujący się na pobrzeżu kaszubskim w parku krajobrazowym. Rozewie to najdalej wysunięty na północ punkt Polski (54°50’N). Następnie udaliśmy się na latarnie morską, w której znajduje się Muzeum Latarnictwa. Stamtąd wróciliśmy do Chłapowa na obiad i zaraz po nim ruszyliśmy w dalszą drogę autokarem na Półwysep Helski. Ta wąska mierzeja powstała w rezultacie działania prądów morskich, nanoszących wypłukiwany z dna morza piasek. Obecnie ma 34 km długości i wcina się w głąb Zatoki Gdańskiej. Półwysep ze względu na swój kształt bywa nazywany przez Kaszubów Helską Kosą, Gęsią Szyją lub Krowim Ogonem. Jego szerokość jest różna: od 200 m do 3 km. Z pociągu, który jedzie
na Hel, można zobaczyć morze po obu stronach półwyspu – z jednej strony Morze Bałtyckie z drugiej zaś Zatoka Pucka. Oprócz pięknych helskich pejzaży, zobaczyliśmy także znajdujące się tak fokarium, a dokładniej mówiąc moment karmienia znajdujących się tam fok. Zaraz potem udaliśmy się na przystań, skąd ruszyliśmy w godziny rejs statkiem wycieczkowym po Bałtyku. Było dość chłodno, ale wspaniały widok łączących się ze sobą nieba i wody wszystko nam zrekompensował. Następnie wróciliśmy do pensjonatu na kolację.
Po posiłku wybraliśmy się do chłapowskiego bursztyniarza. Pokazał nam m. in. jakie cudeńka można zrobić z bursztynu, jak się go obrabia i sposoby sprawdzenie czy to co trzymamy w ręku jest prawdziwą kopalną żywicą drzew iglastych z trzeciorzędu. Bardzo nas to zaciekawiło. Przed wyjściem w ramach podziękowania za wspaniałą opowieść o „najpiękniejszym klejnocie świata” złożyliśmy swoje wpisy do księgi pamiątkowej
bursztyniarza. Tym oto akcentem zakończyliśmy pierwszy dzień nad morzem.
Następnego dnia wczesnym rankiem wyruszyliśmy do Trójmiasta. Po drodze zabraliśmy (jak się później okazało) zakochanego w tym miejscu przewodnika. Pierwszym punktem programu była Gdynia. Przewodnik wyjaśnił nam, że jest to duży port handlowy i wielkie miasto. Oba powstały przed wojną, kiedy to Polska posiadała tylko niewielki skrawek wybrzeża. Na miejscu maleńkiej wioski rybackiej zbudowano nowoczesny port i wielkie miasto. Tutaj znajduje się m. in. przystań wodolotów i statków wycieczkowych. Często cumuje tu „Dar Młodzieży” – żaglowiec Wyższej Szkoły Morskiej, który jest następcą innego znanego żaglowca – „Daru Pomorza” – niepływającego już obecnie obiektu muzealnego. Przy nabrzeżu zakotwiczył też sławny niszczyciel „Błyskawica”.
Brał on udział w walkach przeciwko hitlerowskim Niemcom, a obecnie jest okrętem muzealnym. Mieliśmy okazję zwiedzić go „od środka”, zapoznać się z jego historią, wyposażeniem itp. Gdynia jest także ważnym portem rybackim. Stąd wypływają statki na łowiska bałtyckie i dalekomorskie. Gdynia, choć jest nowoczesnym portem, wciąż się rozwija i modernizuje.
Kolejnym miastem był Sopot. Przejeżdżaliśmy obok najsłynniejszych w całej Polsce kortów tenisowych. Później zatrzymaliśmy się przy Grand Hotelu i stamtąd ruszyliśmy na molo. To najdłuższy, bo 500 m drewniany pomost w Europie. Sopockie molo należy do ulubionych miejsc spacerowych. Jest przedłużeniem „monciaka”, czyli sopockiego deptaku, który również odwiedziliśmy. Molo robi na wszystkich duże wrażenie, nawet na tych, którzy często tu przyjeżdżają.
Po zwiedzeniu tej części Trójmiasta wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy na podbój Gdańska. Po drodze zatrzymaliśmy się w Oliwie w celu obejrzenia Pałacu Cysterskich Opatów oraz katedry z unikalnymi organami i przypałacowym przepięknym ogrodem.
W dalszej części naszej wędrówki udaliśmy się na Westerplatte. Po drodze zobaczyliśmy nawet rezydencję byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy. Gdy dotarliśmy na miejsce, w którym pancernik Schleswig-Holstein rozpoczął działania wojenne, przewodnik szczegółowo opowiedział nam o siedmiu dniach obrony Westerplatte. Następnie złożyliśmy kwiaty na mogiłach zabitych podczas bohaterskiej obrony półwyspu – 15 żołnierzy i ich dowódcy mjr Henryka Sucharskiego. Ich pamięć uczciliśmy minutą ciszy. Chwilę później udaliśmy się pod pomnik Obrońców Wybrzeża, którego symboliczna kopia znajduje się w naszej szkole.
Kolejnym punktem naszej wyprawy była najstarsza część Gdańska. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Żurawia nad brzegiem Motławy. Następnie przeszliśmy przez Zieloną Bramę, która niegdyś miała być królewską rezydencją.
Stąd ruszyliśmy dalej na ulice Mariacką zwaną „Złotą Uliczką”. Jest to chyba jedna z najpiękniejszych uliczek w Polsce a możne nawet w Europie. Fascynuje ona nas swoim wystrojem: misternie kutymi poręczami i kratami, a szczególnie rzeźbionymi w kamieniu przedprożami z charakterystycznymi, fantazyjnymi rzygaczami. Dziś, podobnie jak niegdyś, jest to ulubione miejsce kupców zajmujących się sprzedażą wyrobów z bursztynu. Na końcu ulicy znajduje się największy gotycki kościół Europy – Kościół Mariacki. Następnie zobaczyliśmy fontannę Neptuna, a także Dwór Artura. Zmęczeni, ale zachwyceni bogatą architekturą udaliśmy się do autokaru, który odwiózł nas do chłapowskiego pensjonatu. Na miejscu czekało na nas najsmutniejsze zadanie – musieliśmy się spakować i posprzątać pokoje, gdyż następnego dnia czekała nas długa droga do domu przez Malbork i Toruń.
Z Chłapowa wyruszyliśmy o 9.00. Po kilku godzinach dotarliśmy na przepiękny i ogromny zamek krzyżacki. Malbork to ogromna, trójczłonowa, warowna budowla, otoczona murami i fosami, usytuowana na prawym brzegu Nogatu. Składa się z trzech głównych części: Zamku Wysokiego, Zamku Średniego z Pałacem Wielkiego Mistrza i Zamku Niskiego. Początkowo zamek należał do Krzyżaków. W 1457 roku Malbork przeszedł w ręce polskie, a w 1772 roku zajęły go władze pruskie. Wtedy to przebudowano gotycki Pałac Wielkiego Mistrza i nadano mu barokowy styl. Jednocześnie wszczęto rozbiórkę murów dla pozyskania cegły. Zamek ulegał coraz większemu zniszczeniu. Dopiero w 1804 roku król Prus uznał zespół zamkowy godny ochrony. Prace rekonstrukcyjne rozpoczęły się w 1817 roku. W 1945 roku w czasie wojny, zamek został ponownie zrujnowany. W 1961 roku otwarto tu muzeum, prowadzono badania i odbudowano zamek w Malborku.
Prace rekonstrukcyjne trwają po dziś dzień, ale mimo zniszczeń zamek wywiera na turystach ogromne wrażenie: gotycki styl, przepych na salonach, liczne wystawy muzealne (m. in. strojów średniowiecznych, barwy i broni, bursztynu) oraz niesamowita obronność zamku. To widoki, których się nie zapomina. Dzięki przewodnikowi dowiedzieliśmy się ciekawych informacji z historii malborskiego zamku. Po zakończonej wędrówce duktami zamkowymi ruszyliśmy w dalszą drogę, która doprowadziła nas do Torunia. Niestety nie było nam dane go zwiedzić i stanąć przy tym, co wstrzymał Słońce a ruszył Ziemią, czyli Mikołaju Koperniku, ze względu na obfite opady deszczu.
Tak zakończyliśmy naszą wycieczkę. Do Strzelina wróciliśmy w nocy z piątku na sobotę. Wszyscy byliśmy zmęczeni i śpiący, ale zgodnie stwierdziliśmy, że wyjazd był bardzo udany i wszystkim nam się podobał. Cieszyliśmy się, ze mimo wszystko pogoda nam dopisała, dzięki czemu zwiedziliśmy dużo wspaniałych miejsc. Zapoznaliśmy się z historią Trójmiasta i okolic, a także uzyskaliśmy wiele cennych wiadomości z zakresu geografii dzięki panu Janowi Zawadzie, który każdą wolną chwilę wykorzystywał do przekazywania wiedzy o regionach, które zwiedziliśmy. Wszystko to było możliwe dzięki wspaniałym organizatorom i opiekunom wycieczki oraz dzięki świetnym kierowcom, którzy bezpiecznie wozili nas po polskich drogach. Z całego serca serdecznie Wam dziękujemy.
Beata Masajada uczennica klasy III te1
| ZDJĘCIA Z WYCIECZKI | Z ŻYCIA SZKOŁY | STRONA GŁÓWNA |